https://karachan.org/b/res/17960074.html#p17969344

#851 | 2019-07-01 17:09:47
amonymous
Pierwsza praca to nie są łatwe rzeczy dla anona. Dzis nie pospisz, strach, chec ucieczki i rezygnacji, zdenerwowanie. Rano przed wyjściem bedziesz sie czuł jak skazaniec ktory zaraz zginie. Niewsypanie bedzie potegować chęć rezygnacji - przeciez normalnie o tej godzinie jeszcze spaleś a teraz musisz wychodzic? Szczyt tego nastapi gdy bedziesz sie zblizal do miejsca pracy i po cześci jest to uzasadnione bo po dojsciu na miejsce wpadasz w tryby na ktore nie masz juz wplywu. Każą ci coś robić coś czytać, same nowe osoby ktorych imion nie znasz mimo ze sie przedstawily 5 minut temu a teraz glupio wyjdzie jak sie zapytasz. Z czasem nie jest latwiej. Przez pierwszy tydzien bedziesz lecial na energi ktora miales wczesniej ale pozniej nadejdzie czas na zmeczenie. Odczujesz ograniczenie snu. Ale najgorszy jest brak czasu na cokolwiek. Po powrocie z pracy zaczniesz czuć jak mija kilka chwil i musisz juz klaść się do lóżka. Nic nie bedziesz w stanie zrobic bo na wszytko bedzie malo czasu. Po kilku tygodniach bedziesz psychicznie wykonczony. Najgorsza bedzie świadomosc ze teraz to juz tak na zawsze. Swiadomosc ze to nie jest jakis ciezki okres ktory niedlugo minie, nie, teraz juz ciagle bedziesz pracowal i nikt cie od tego nie uwolni. Byc moze rzucisz robote ale w koncu pojdziesz do kolejnej i tutaj niestety wszytko bedzie znowu tak samo, ten sam strach przed pierwszym dniem, ten brak czasu na cokolwiek, te dni uciekajace z predkoscia swiatla. Okresy bezrobocia powoduja ze wszystko sie resetuje i psychika zaczyna dzialac od nowa. Im gorsza robota tym bardziej uderzajaca jest rowniez swiadomosc przegranego zycia, juz nie bedziesz kims, juz nic nie osiagniesz. Wszytkie mozliwosci na osiagniecie czegos spieprzyles i jestes w miejscu w ktorym jestes. Nie masz drugiej szansy. Milej pracy anonku. w sumie najgorsze sa poczatki opie kiedy zostajesz wyrwany ze swojej bezpiecznej piwnicy bo dobrze wiesz ze predzej czy pozniej wypierdola cie z domu a dziura w cv i rosnaca z wiekiem nieporadnosc dziala na twoja niekorzysc a swiadomosc ze twoje neetowe eldorado musi sie skonczyc zatruwa mysli tak bardzo ze piwnica nie jest juz ukojeniem, a takie rzeczy jak pic rel tylko ci w tym utwierdzaja wiec wloczysz sie od jednego punktu HR do drugiego gdzie wszedzie cie olewaja az w koncu trafiasz na produkcje czy inna ochrone bo w zadnym innym miejscu ciebie nie chca i zaczyna sie pieklo, jestes w obcym miejscu z obcymi ludzmi i musisz robic co ci kaza przez cale 8h, myslisz sobie na poczatku ze to niewazne przeciez w szkole tez siedziales 8h to tutaj tez sobie poradzisz ale stawiaja cie przed automatem ktory musisz obslugiwac i minuty sypia sie jak piasek w klepsydrze, masz wrazenie ze minela godzina kiedy zegar nie przesunal sie naweto 10min ale biegasz posrod huku maszyn a pot sie leje kiedy po raz pierwszy w zyciu musisz wykazac jakas aktywnosc fizyczna ale jakos brniesz do przodu, stopy bola cie coraz bardziej i tylko patrzysz na zegarek ile zostalo do polowy zmiany kiedy w koncu moglbys pojsc na przerwe, w koncu po czyms co wydaje sie wiecznoscia siadasz na stolowce i czujesz ogromna ulge kiedy krew doplywa do zmeczonych stop, 15min ucieka blyskawicznie wiec wstajesz i prawie srasz z bolu kiedy opierasz sie na nabrzmialych stopach ale nie mozesz nic na to poradzic wiec wracasz z powrotem do roboty w koncu wychodzisz z zakladu, wracasz do domu przez nastepna godzine w autobusie pelnym smierdzacych roboli, rzucasz sie na swoje lozko i nie masz sily na nic, w koncu bierzesz kapiel, jesz obiad, odpalasz kape i patrzysz sie tepo na ekran nie majac sil ani ochoty na zadne rozrywki, zahaczasz wzrokiem o zegarek i czujesz ze serce sciska ci przerazenie bo juz 19.00 a przeciez ty dopiero wrociles, zaraz bedzie 22.00 a ty musisz isc spac bo rano wypad z domu i 4.30 autobus o 5.00 i o 6.00 przy maszynie i wtedy wraca do ciebie wspomnienie calego dzisiejszego dnia i wiesz ze za te 2-3h zgasnie swiatlo a ty jutro znowu bedziesz cala wiecznosc zapierdal w zakladzie nie wiesz za co sie zabrac bo to przeciez twoje jedyne okruchy wolnego czasu jakie ci zostaly, filmu nie obejrzysz bo jak to stracic wszystko na jeden film podczas gdy zawsze robisz maratony, w gierke nie zagrasz bo za ten czas torrent sie nie zaciagnie a nawet prologu nie zdazysz przejsc poza tym co to za granie kiedy co chwila zerkasz na zegarek ale niewazne odpalasz film i wylaczasz po 10min bo nie mozesz sie skupic, z gierka tak samo az w koncu tylko lurkujesz panicznie zerowa bo zajrzysz sobie na chwilke na czana i juz wybija 22.00 a ty lapiesz sie na tym ze zmarnowales swoj czas jutro znowu powtorka, znowu budzik wyrywa cie na sile w srodku nocy, wpychasz w siebie sniadanie, srasz na sile i jedziesz przytepialy busem do pracy a miesnie bola cie jeszcze bardziej a czas dluzy sie tak samo, wracasz do domu i nie wiesz na co przeznaczyc te pare godzin wolnego czasu, dawniej grales po 14h dziennie a 2h przeznaczales na samo szukanie fapmaterialu a teraz to wszystko co masz do dyspozycji wiec panicznie szukasz sobie zajecia zeby nie miec poczucia zmarnowaego czasu ale to nic nie daje, znowu lurkujesz jeszcze mame chce zebys cos dla niej zrobil albo na zakupy poszedl no ja pierdole czy ona nie rozumie ze w ten sposob marnuje ci te resztki wolnego czasu? kiedy musisz isc spac prawie dostajesz ataku paniki i odwlekasz ten moment jak najdluzej bo wiesz ze w momencie zamkniecia oczu nastapi reset i znowu bedziesz musial zapierdalac w ten sposob mija tydzien, nadchodzi weekend i mozesz sie poczuc jak dawniej ale juz w niedziele od poludnia znowu sciska cie w dolku, nie mozesz sie na niczym skupic bo gdzies z tylu glowy drazy cie mysl o pracy i nagle wieczorem orientujesz sie ze majac caly wolny weekend nie zrobiles jednak nic a tu juz koniec juz musisz wracac mija kolejny tydzien, mija miesiac a twoje zycie wyglada tak samo, stales sie niewolnikiem zegarka, nie dlatego ze musisz tracic 10h dziennie na zapierdalanie dla zyda dostajac za to grosze ale dlatego ze caly swoj wolny czas przeliczasz na cenne minuty, wszystkie swoje hobby i zainteresowanie przeliczasz na te minuty, uznajesz ze nie sa tego warte a mimo to nie robisz nic oprocz tepego lurku albo gapienia sie w sciane i w pewnym momencie orientujesz sie ze nic cie juz nie bawi a wszystko czym lubiles wypelniac swoj czas wypalilo sie jak swieczka w menorze, dawniej grales w crpgi, czytales tony ksiazek a teraz battlefield robi sie dla ciebie zbyt skomplikowany i nie masz sily ani checi uczyc sie mechanik anie poznawac gierki zreszta po co skoro jestes tak fizycznie i mentalnie zmeczony ze nie jestes w stanie prosto utrzymac celownika ale minal miesiac dostajesz pierwsza wyplate i co mozesz z tym zrobic? do kawiarni nie chodzi, loszki nie masz, modnych ubran nie potrzebujesz, gadzetow tak samo i nagle sie okazuje ze to zwykle papierki i smieci za ktore przechandlowales 160h swojego zycia a sluza jedynie jako rekwizyty w tym teatrze dla gojow bo chocbys chcial cos kupc to wszystko to konsumpcjonistyczne smieci poza tym szkoda ci pozbywac sie czegos co kosztowalo cie tyle pracy - a potem sie orientujesz ze te pieniadze wystarcza ci ledwo na przezycie miesiaca i to nawet nie w domu a w pokoju z obcymi ludzmi mieszkajac jak zwierze bez wlasnej godnosci gdzie ktos inny sra do twojego kibla i masz wrazenie ze to jakis chory zart, caly miesiac zmarnowanego zycia, caly miesiac zapierdalania wlasciwie za co? za kat do spania, tanie zarcie z biedronki i bilet zebys sobie dojechal to roboty, to sie kurwa niczym nie rozni od niewolnictwa tylko mozesz sobie wybrac co chcesz zjesc i gdzie spac, fakt ze panstwo zapierdala ci 80% wartosci twojej pracy tez nie pomaga ale jakie masz inne wyjscie? zawsze mozesz sie przekwalifikowac ale spojrzymy prawdzie w oczy, kurwy z HRu czesto skreslaja chuderlawe spierdoliny, wszedzie sa znajomosci, wejscia, wszystko wymaga czasu i pieniedzy a ty po robocie nie masz sil zwalic konia a co dopiero uczyc sie programowania juz nie wspominajac ze nie kazdy ma predyspozycje mowiesz o tym swojej mame ze ale jak to przeciez to nie jest zycie, to jest upodlenie czlowieka jak zwierzyny w chlewie a wtedy slyszac odpowiedz: "a jak myslales ze zycie wyglada? co ty niby chcialbym robic jak nie pracowac?" czujesz ze serce ci peka wiec tak sobie zyjesz wpadajc w rytm pracy, wieczorem kladac sie spac pod zamknietymi powiekami widzisz mordy osob z pracy a w uszach dzwiecza ci ich glosy bo to jedyny kontakt z ludzmi jak miasz, zapijasz weekendy alkoholem i dziwisz sie co sie dzieje z tym czasem bo nagle stuknal piaty rok pracy w tym zakladzie a ty nie wiesz co robiles tydzien temu, miesiac temu, pol roku temu, probujesz sobie przypomniec co jadles, moze w cos grales, moze gdzies byles? nic, pustka wszystko zlewa sie w jeden ciag dawniej w szkole jeden semestr, 3 miesiace to byla wiecznosc a tutaj lata uciekaja przez palce ale tobie to juz nie zalezy nic a nic bo jestes teraz pusta skorupa a teraz czas spac a kiedy ponownie otworzysz oczy - witaj poranna zmiano